niedziela, 24 lutego 2013

"Klub wrednych matek" - Joanna Opiat-Bojarska

Klub wrednych matek - czy na pewno?

   Joanna Opiat-Bojarska to pisarka z przypadku. Zadebiutowała powieścią „Kto wyłączy mój mózg?” i to zapoczątkowało jej karierę pisarza. „Klub wrednych matek” to jej trzecia książka, która ukazała się tego roku na naszym polskim rynku czytelniczym. Dość ciekawy tytuł, wpadająca w oko okładka, jak i rekomendacje znanej aktorki i pisarki, powinny przyciągnąć sporo potencjalnych czytelniczek, które skłonne będą oddać się lekturze. Nie jestem jednak pewna, czy powieść jest warta aż tylu zachodów. Przede wszystkim jest nieźle przereklamowana, nie wnosi sobą niczego nowego. Jednym zdaniem, choć może nie odnosi się do całości – jest po prostu nudna…

   Historia czterech przyjaciółek – Sylwii, Karoliny, Beaty i Kasi, które walczą z codziennością. Wszystkie cztery znają się już od studiów, gdzie założyły „klub szalonych studentek”. Teraz, gdy każda z nich jest, będzie czy też planuje być matką, przeinaczają go w zupełnie odmienną grupę zwariowanych mam. Wypadałoby się ustatkować, jednak przyjaciółki nie są typowymi kobietami, które dadzą się zagonić do garów i pieluch. W końcu, jak każda inna, mają swoje potrzeby i pragnienia…

   Zacznijmy może od tego, że ta książka powinna mieć zupełnie inny tytuł. Zamiast „Klub wrednych matek” nazwałabym ją „Klub matek wariatek”. Dlaczego? Bohaterki to stereotypowe kobiety, które nie chcą być uziemione przez własne dzieci. Próbują stać się bardziej „rozrywkowe”, bardziej „towarzyskie”. Wydaje się, że to w niczym nie wini, jednak należy zwrócić uwagę na fakt, że autorka potraktowała swoje bohaterki nieco infantylnie i pretensjonalnie. Chcąc zrobić z jednej z nich babkę o mocnym charakterze, zastosowała w co drugim słowie słynną podwórkową łacinę, która wcale nie wyszła jej na zdrowie. Zamiast ciętej kobiety, wyszła wulgarna i opryskliwa, co od razu zniesmaczy. Pozostałe bohaterki również pozostawiają wiele do życzenia. Naiwne jak dzieci, przewidywalne do bólu i nieźle „walnięte”. Być może obraz tej powieści miał ukazać rzeczywistość, powiedziane było nawet, że czytelniczka odnajdzie w niej coś z siebie. Ale litości – czy współczesne kobiety są aż tak nieporadne i dziwaczne?

   Powracając jednak do ogółu fabuły. Pomysł wygląda całkiem ciekawie i „zdrowo” na standardy dobrej obyczajówki. Z wykonaniem jest już jednak gorzej. „Klub wrednych matek” jest skupiskiem zdarzeń dnia codziennego, które jednak w świetle rzeczywistości nie wyglądają już tak zwyczajnie. Są niekiedy przesadzone, przesycone ckliwością i, co najgorsze, do bólu przewidywalne. Żeby zaskoczyć czytelnika i bardziej go zaciekawić, należałoby wprowadzić element zwrotny, który nie tyle namieszałby w fabule, ale wciągnąłby odbiorcę. Nawet, jeśli jest to obyczajówka, takie elementy są potrzebne. Tymczasem tutaj tego nie uświadczymy. Prostota, nuda, monotonia i jeszcze raz nuda, nuda, nuda.

   Zacytujmy tekst z okładki: „Optymistyczna, pełna humoru powieść z dobrym zakończeniem”. Optymistyczna? Być może, jednak ten optymizm raczej znika gdzieś między wyrazami. Pełna humoru? Potrzeba raczej umiejętności Sherlocka Holmesa, żeby dostrzec w niej cień humoru. Pisanie w zdaniach wyrażeń „hahahaha…” nie odda raczej klimatu rozbawienia. To brzmi raczej, jakby bohaterowie śmiali się sami z siebie. No i jeszcze „… z dobrym zakończeniem”. Tu się zgodzę. Choćby się waliło, paliło, świat się kończył, dobre zakończenie musi być. Nie ma bata, musi! „Klub wrednych matek” kończy się happy endem, choć wyglądało to znacznie inaczej. Ale jak inaczej coś „takiego” skończyć?

   Niestety to kolejny tytuł, który w stu procentach mnie zawiódł. Liczyłam na coś ciekawego, co pomoże się zrelaksować w godzinach wolnych od nauki i pracy, a tymczasem otrzymałam kolejną prostolinijną i nudną opowiastkę, która do cna wypompowała moje siły i cierpliwość. „Klub wrednych matek” to książka, z którą można się porządnie namęczyć, co przeczy naturze swobodnej obyczajówki. Styl autorki, choć nie jest idealny, wygląda schludnie i ciekawie, jednak nie rekompensuje bezsensownej fabuły. Sięgnięcie po ten tytuł pozostawiam do wyboru czytelniczkom – z mojej strony radziłabym się zastanowić dwukrotnie. Nie wykluczone, że innym przypadnie do gustu, ale to zależy od osobistych oczekiwań. Po niej jednak nie spodziewajcie się zbyt wiele…

Tekst stanowi oficjalną recenzję dla wortalu webook.pl:
Autor: Joanna Opiat-Bojarska
Tytuł: Klub wrednych matek
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: styczeń 2013
Liczba stron: 276

6 komentarzy:

Miłośniczka Książek pisze...

Troszkę lepiej odebrałam tę książkę. Co nie oznacza, że będę ją wychwalała pod niebiosa ;] Po prostu porównałam sobie tę książkę do czytanego prędzej "Blogostanu" i w sumie dałam jej tę ocenę 4/6 - dobra, bez fajerwerków, bez ochów i achów. Przeczytać można, ale dobrze czy źle można to sobie darować :)

Jadźka pisze...

Początek był dobry, przyznam, ale z kolejną stroną - już nie bardzo;D Dlatego ocena tak niska...

Silencie pisze...

Chyba ją sobie podaruję. Nie czytałam jeszcze nic tej autorki, ale po kilku poprzednich książkowych rozczarowaniach nie mam ochoty na kolejne ;)
Pozdrawiam!

barwinka pisze...

Nie słyszałam wcześniej o tej pozycji ale raczej po nią nie sięgnę. Po Twojej opinii szkoda mi na nią czasu, a w sumie zapowiadała się ciekawie.

Tirindeth pisze...

W sumie szkoda, że ksiązka zawiodła oczekiwania, bo zapowiadało się całkiem spoko. Ale odpuszczam sobie w takim razie ;)

Layla pisze...

Fajna okładka, ale banalna treść mnie nie przekonuje...

Prześlij komentarz

Zanim skomentujesz, przeczytaj, proszę, co chcesz skomentować.
Anonimie - pospisuj się.
Za wszystkie słowa - bardzo dziękuję:)