niedziela, 27 kwietnia 2014

"Jej wszystkie życia" - Kate Atkinson

Niejedno życie wiodła...

   W swoim życiu trafiamy na różnego rodzaju książki. Jedne nas poruszają do głębi, pamiętamy o nich przez długi czas. Inne zaś dostarczają nam sporo przykrego rozczarowania. Współczesna literatura ma właśnie to do siebie, że autor stawia na modę, nie na jakość, o czym mogłam się wielokrotnie przekonać. Ale! Na szczęście pojawiają się tak zwane perełki, o których warto pomówić. I jedną z nich jest tytuł „Jej wszystkie życia” autorstwa angielskiej pisarki Kate Atkinson. Jej treść jest odmienna od typowych lektur, jakie mieliśmy okazje poznawać, a choć ma w sobie wątki takie, które są dobrze nam znane, to cała powieść jest nader oryginalna. Jednak jej bogactwo sięga znacznie głębiej, o czym przekonacie się, czytając poniższą recenzję…

   Pewnego dnia roku 1910 w Anglii, na świat przychodzi pewna dziewczynka. Jednak nim zdąży poznać świat, umiera. W tym samym czasie rodzi się ta sama dziewczynka i wiedzie swoje życie przez długie lata. Czy na pewno? Ta historia jest opowieścią dziewczynki, która wielokrotnie dostaje od losu drugą szansę na przetrwanie swojego życia. Ursula Todd przeżywa najtrudniejsze chwile w historii dwudziestego wieku. Z łatwością można dostrzec, że los nie oszczędzał życia młodej kobiecie, która z każdą podejmowaną decyzją zmieniała wersy swojego życiorysu…

   „Jej wszystkie życia” to powieść niezwykła. Tematyka, jaką porusza, z pewnością pojawiała się niejednokrotnie w literaturze, jednak Kate Atkinson potraktowała ją w bardzo ciekawy sposób. Nie tylko główna bohaterka i jej powtórne życia wyglądają bardzo intrygująco, ale również fakt, iż akcja dzieje się na przestrzeni lat XX wieku. Ta powieść to nie tylko koleje losu młodej Ursuli Todd, ale także historia, która na kartach tej książki ożywa wprost na naszych oczach. A co trzeba przyznać, autorka w umiejętny sposób przedstawia fakty historyczne. Wplatając w nie nietypowy dowcip stwarza niezwykła aurę, która urzeka już od pierwszej strony powieści.

   Ten tytuł to również zbiorowisko różnego rodzaju gatunków. Począwszy od powieści historycznej, na którą składają się tutaj barwne obrazu minionego wieku (i nie tylko barwne, bowiem dotyczy to również obu wojen światowych), powieści obyczajowej – czyli życie głównej bohaterki oraz życie jej bliskich, a skończywszy na romansie – życie towarzyski Ursuli. To są oczywiście główne wątki tejże powieści. W środku znajdziemy znacznie więcej różnego rodzaju zapożyczeń, które tworzą niebywały efekt. Umiejętność autorki do kreowania fabuły sięga naprawdę wysoko i pozostaje nam tylko cieszyć się, że takich pisarzy wciąż można spotkać.

   Jak łatwo się można domyśleć, jej treść jest naprawdę obfita. Nic dziwnego, w końcu historia jest naprawdę obszerna. I tutaj można polemizować – czy to dobre dla książki czy też nie? Owszem, każdy wątek w podobnej historii musi zostać dobrze rozegrany, a co za tym idzie, potrzebuje słów, aby go przedstawić dobrej mierze. Jednak w przypadku „Jej wszystkie życia” sprawa nieco się komplikuje. Historia oczarowuje, wciąga i niebywale zachwyca. Ale po tylu powtórkach w życiu bohaterki treść zaczyna robić się nudna i z lekka się czytelnikowi przeciąga. Końcówka zatem nie jest do końca tym, czego możemy się spodziewać po takiej książce. A szkoda, bo w ten sposób zniszczyć się może cały pogląd na temat tej powieści…

   Pomijając jednak ten mały błąd, książkę można zaliczyć do jak najbardziej udanych. „Jej wszystkie życia” to książka niezwykła, aczkolwiek porusza niezwykłe treści. Kate Atkinson stworzyła powieść, która pod wieloma względami zachwyca, porusza do głębi, rozśmiesza do łez, a także nakreśla nam w sposób interesujący historię, która miała miejsce w ubiegłym wieku. Bogactwo tej książki nie zna granic, dlatego warto się przekonać o tym na własnej skórze. Mnie osobiście oczarowała. Liczę, że oczaruje również Was. Serdecznie polecam!
Autor: Kate Atkinson
Tytuł: Jej wszystkie życia
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: marzec 2014
Liczba stron: 563

9 komentarzy:

Ewelina Matusiak pisze...

Już w planach, nie wiadomo tylko kiedy wpadnie w ręce ;(

miqaisonfire pisze...

Nie słyszałam wcześniej o tej książce, bardzo ciekawa recenzja.

Jadźka G. pisze...

Dziękuję:)

AGNIESZKA DORSZ pisze...

Masz rację, że ta powtarzalność pierwszych lat życia Ursuli była z czasem dosyć męcząca.

Tosia pisze...

Też ostatnio ją recenzowałam i jestem nią oczarowana :)

Karolina Ciarolka J pisze...

Od chwili, w której zobaczyłam tę książkę na stronie wydawnictwa, moja intuicja podpowiadała mi, że okaże się ona perełką i książką wartą przeczytania i polecenia. Bardzo się cieszę, że zbiera pozytywne opinie, które jeszcze bardziej zachęcają mnie do jej przeczytania. Na pewno niedługo to zrobię, bo mam ją już w swojej biblioteczce, czekam tylko na odpowiednią chwilę :)

Paula D pisze...

Witaj! Wpadłam na Twojego bloga przypadkiem, ale już widzę, że dłużej tu zadomowię. Masz bardzo ładny desing bloga. Zostałam obserwatorem. Zapraszam do siebie. Chciałąbym abyś ty oceniła moojego bloga jaki jest, co muszę zmienić. Przyjmę krytykę, chciałabym znać Twoje zdanie, bo widzę, że masz większe doświadczenie. Pozdrawiam! Jeśli możesz go ocenić to zapraszam!

Tirindeth pisze...

Czuję, że to lektura dla mnie - nie tylko ze względu na tematykę, ale także dlatego, że okładka szalenie mi się podoba :)

Lila Leu pisze...

Bardzo dobra książka! Choć zdecydowanie lekka nie jest.

Prześlij komentarz

Zanim skomentujesz, przeczytaj, proszę, co chcesz skomentować.
Anonimie - pospisuj się.
Za wszystkie słowa - bardzo dziękuję:)