Mroczne oblicze średniowiecza
Ken Follett to autor, który w specyficzny a
jednak ciekawy sposób potrafi przedstawić fabułę w swoich książkach. Nic więc
dziwnego, że ich treścią interesują się producenci filmowi. Ostatnimi czasy
miałam okazję poznać ekranizację jednej z jego powieści, tj. „Filary ziemi”.
Zrealizowana z rozmachem produkcja ujmuje nie tylko świetnym oddaniem klimatu
średniowiecza, ale również rozmaitymi wątkami wszelakiej maści, przeniesione z
kart powieści na ekran w sposób prawie idealny. Kolejną produkcję stworzoną na
bazach twórczości Folletta, jaką miałam okazję obejrzeć, jest „Świat bez końca”,
gdzie akcja rozgrywa się dwieście lat po wydarzeniach z „Filarów ziemi”. Czy
również jest tak dobra jak jej poprzedniczka? Trudno stwierdzić, bowiem znów
widać wielki rozmach w odtworzeniu krajobrazów minionej epoki oraz wiele
rozmaitych wątków. Pojawiają się jednak różnice, o których mam zamiar tutaj
wspomnieć.
Akcja
"Świata bez końca" zaczyna się 200 lat po wydarzeniach z
"Filarów Ziemi", w roku 1327. Na tle barwnej panoramy średniowiecza,
w okresie wielkich przemian i dziesiątkującej społeczeństwo zarazy, toczy się
epicka opowieść o walce o władzę, pieniądze i wpływy. O tajemnicach i
zbrodniach, o nauce burzącej fundamenty wiary. Historia, w której ludzkie
emocje - miłość, nienawiść, pragnienie zemsty - odgrywają wiodącą rolę.*
W „Filarach ziemi” spodobało mi się to, że
scenariusz jest mocno zbliżony do wydarzeń z powieści. Ponadto nie ma w nim
skrępowania, aktorzy świetnie przyczynili się do sukcesu produkcji, w której
nie ma miejsca na wstydliwość i nieśmiałość. „Świat bez końca” w pewien sposób
naśladuje postępowanie pierwszej części – nic dziwnego, w końcu twórcy serialu
są niezmienni. Jest odwaga, jest niczym nieskrępowana nagość, jednak zabrakło
tym razem subtelności, która towarzyszyła „Filarom…”. Nie można mówić, że przez
to film jest gorszy, bowiem nie psuje to ogólnego charakteru obrazu, jednak w
pewien sposób, niektórych widzów, może to w pewien sposób… no nie wiem,
zniesmaczyć. Nagość i sceny erotyczne są bardziej odważne i występują częściej,
co niektórym może się podobać, ale za to niektórym wprost przeciwnie.
Oglądając „Świat bez końca” mamy szansę
ponownie przenieść się w świat średniowiecza. Po raz kolejny producenci
postarali się o odtworzenie obrazu w najdrobniejszych szczegółach. Za to
podziwiam kraje Wielkiej Brytanii czy Kanady, potrafią zbudować akcję w
realiach zbliżonych mocno do tego, co było. Nie ma sztuczności w krajobrazach,
nie ma wpadek przy kostiumach… Seans z serialem „Świat bez końca” i wcześniej „Filary
ziemi” jest zatem świetną wędrówką po średniowieczu, dobra powtórka z lekcji
historii, która w tym wydaniu wygląda dużo ciekawiej niż na kartach
podręcznika.
Prócz wydarzeń historycznych, które
występują w serialu, występują również wątki poboczne, bardziej obyczajowe,
które wprawiają w najróżniejsze emocje. Fabuła mocno wciąga, wciąż pozostawia niedosyt
po każdym odcinku, a co więcej, po skończeniu serialu ma się ochotę na więcej. Ponadto
nastraja muzyka, jaka płynie w tle, nie jest wymyślna, brzmi mile dla ucha.
Również gra aktorska wydaje się być na wysokim poziomie, choć w przeciwieństwie
do „Filarów ziemi” ten serial jest wypełniony aktorami mniej znanymi i nawet
debiutantami. Mimo wszystko jednak należą się brawa za włożony wysiłek w
tworzenie serialu, nie tylko producentom, ale właśnie też odtwórcom różnych
ról.

*opis wydawcy
Reżyseria: Michael Caton-Jones
Tytuł: Świat bez końca
W rolach głównych: Ben Chaplin, Peter Firth, Cynthia Nixon
Rok produkcji: Kanada/Niemcy/Wlk. Brytania 2012
Czas trwania: 4 x 90 min.