wtorek, 12 marca 2013

"Świat bez końca" - reż. Michael Caton-Jones

Mroczne oblicze średniowiecza

   Ken Follett to autor, który w specyficzny a jednak ciekawy sposób potrafi przedstawić fabułę w swoich książkach. Nic więc dziwnego, że ich treścią interesują się producenci filmowi. Ostatnimi czasy miałam okazję poznać ekranizację jednej z jego powieści, tj. „Filary ziemi”. Zrealizowana z rozmachem produkcja ujmuje nie tylko świetnym oddaniem klimatu średniowiecza, ale również rozmaitymi wątkami wszelakiej maści, przeniesione z kart powieści na ekran w sposób prawie idealny. Kolejną produkcję stworzoną na bazach twórczości Folletta, jaką miałam okazję obejrzeć, jest „Świat bez końca”, gdzie akcja rozgrywa się dwieście lat po wydarzeniach z „Filarów ziemi”. Czy również jest tak dobra jak jej poprzedniczka? Trudno stwierdzić, bowiem znów widać wielki rozmach w odtworzeniu krajobrazów minionej epoki oraz wiele rozmaitych wątków. Pojawiają się jednak różnice, o których mam zamiar tutaj wspomnieć.

   Akcja "Świata bez końca" zaczyna się 200 lat po wydarzeniach z "Filarów Ziemi", w roku 1327. Na tle barwnej panoramy średniowiecza, w okresie wielkich przemian i dziesiątkującej społeczeństwo zarazy, toczy się epicka opowieść o walce o władzę, pieniądze i wpływy. O tajemnicach i zbrodniach, o nauce burzącej fundamenty wiary. Historia, w której ludzkie emocje - miłość, nienawiść, pragnienie zemsty - odgrywają wiodącą rolę.*

   W „Filarach ziemi” spodobało mi się to, że scenariusz jest mocno zbliżony do wydarzeń z powieści. Ponadto nie ma w nim skrępowania, aktorzy świetnie przyczynili się do sukcesu produkcji, w której nie ma miejsca na wstydliwość i nieśmiałość. „Świat bez końca” w pewien sposób naśladuje postępowanie pierwszej części – nic dziwnego, w końcu twórcy serialu są niezmienni. Jest odwaga, jest niczym nieskrępowana nagość, jednak zabrakło tym razem subtelności, która towarzyszyła „Filarom…”. Nie można mówić, że przez to film jest gorszy, bowiem nie psuje to ogólnego charakteru obrazu, jednak w pewien sposób, niektórych widzów, może to w pewien sposób… no nie wiem, zniesmaczyć. Nagość i sceny erotyczne są bardziej odważne i występują częściej, co niektórym może się podobać, ale za to niektórym wprost przeciwnie.

   Oglądając „Świat bez końca” mamy szansę ponownie przenieść się w świat średniowiecza. Po raz kolejny producenci postarali się o odtworzenie obrazu w najdrobniejszych szczegółach. Za to podziwiam kraje Wielkiej Brytanii czy Kanady, potrafią zbudować akcję w realiach zbliżonych mocno do tego, co było. Nie ma sztuczności w krajobrazach, nie ma wpadek przy kostiumach… Seans z serialem „Świat bez końca” i wcześniej „Filary ziemi” jest zatem świetną wędrówką po średniowieczu, dobra powtórka z lekcji historii, która w tym wydaniu wygląda dużo ciekawiej niż na kartach podręcznika.

   Prócz wydarzeń historycznych, które występują w serialu, występują również wątki poboczne, bardziej obyczajowe, które wprawiają w najróżniejsze emocje. Fabuła mocno wciąga, wciąż pozostawia niedosyt po każdym odcinku, a co więcej, po skończeniu serialu ma się ochotę na więcej. Ponadto nastraja muzyka, jaka płynie w tle, nie jest wymyślna, brzmi mile dla ucha. Również gra aktorska wydaje się być na wysokim poziomie, choć w przeciwieństwie do „Filarów ziemi” ten serial jest wypełniony aktorami mniej znanymi i nawet debiutantami. Mimo wszystko jednak należą się brawa za włożony wysiłek w tworzenie serialu, nie tylko producentom, ale właśnie też odtwórcom różnych ról.

   „Świat bez końca” to serial nieco gorszy od „Filarów ziemi”, niemniej jednak jest on warty uwagi. Jeśli ktoś lubi średniowieczne klimaty, ten moment w historii, gdzie wiek XIV wiedzie prym, lub zwyczajnie zna i podziwia twórczość Kena Folletta – ten serial jest właśnie dla nich. Bardzo dobrze zorganizowany obraz  wciąga już od pierwszych minut, ale również trzyma w napięciu do ostatniego odcinka. Nie jest idealny, może nawet ma swoje wady, jednak warto go obejrzeć. Polecam!
*opis wydawcy
Reżyseria: Michael Caton-Jones
Tytuł: Świat bez końca
W rolach głównych: Ben Chaplin, Peter Firth, Cynthia Nixon
Rok produkcji: Kanada/Niemcy/Wlk. Brytania 2012
Czas trwania:  4 x 90 min.