niedziela, 9 marca 2014

"Smaczne życie Charlotte Lavigne cz. 1" - Nathalie Roy

Przez żołądek do serc!

   Jeśli poszukujecie wytchnienia od dotychczasowych lektur, mam dla was całkiem ciekawą propozycję. Tym tytułem w szczególności będą zachwycone panie, jednak nie wykluczajmy, że i męskie grono czytelników skusi się nim. Dlaczego? Przez żołądek do serca, powiadają. A tej książce blisko jest temu powiedzeniu. „Smaczne życie Charlotte Lavigne” to powieść przede wszystkim o miłości i… jedzeniu. Nie jest to jednak ckliwe romansidło, które „zmula” po kilku rozdziałach. Szalona bohaterka wprowadza nas w swój świat w iście zwariowany sposób. Nie tylko bawi, ale także napawa pozytywną siłą każdego, kto zaczyta się w tej książce…

   Charlotte Lavigne to zwariowana trzydziestolatka, która uzależniona jest od dobrej kuchni oraz swoich przyjaciół. Jest niepoprawną romantyczką, wszak marzy o miłości jak z bajki. Kiedy na jej drodze staje mężczyzna, powiedzmy, z jej marzeń, wszystko wywraca się do góry nogami. Czy jednak znalazła receptę na szczęście? Z jej nietuzinkowym entuzjazmem i radością życia potrafi zarazić niejedną osobę. Nie zawsze jednak przynosi to czyste korzyści. Charlotte musi również zmagać się czystymi ludzkimi problemami, które niestety często psują sielankowy humor w jej życiu.

   Ten tytuł to bardzo charakterystyczna książka. Nie tylko ze względu na kulinarny wątek w jej wnętrzu. Tutaj pierwsze skrzypce odgrywa główna bohaterka. Charlotte Lavigne to zwariowana kobieta, która w kuchni dąży do perfekcji. Ale nie tylko. Jej zmagania w codziennym życiu o utrzymanie przyjaźni ze swoimi bliskimi, wytrzymanie zamiłowania do młodszych mężczyzn własnej matki, czy też samo poszukiwanie idealnego mężczyzny wyglądają bardzo uroczo. I często przezabawnie. Na tym właśnie bazuje cała powieść. Nie czysto ckliwej sielance, ale uroczej radości, jaką zapewnia nam ta postać. Nie sposób jest się oderwać od tak ciekawej osoby, z tak bogatą osobowością.

   Nie należy tej książki traktować jako czystego czytadła dla kobiet. Ta powieść ma w sobie zdecydowanie więcej wartości, niż banalne historyjki, zabijające czas. „Smaczne życie Charlotte Lavigne” to głównie sympatyczna opowieść o kobiecie, która poszukuje szczęścia i spokoju oraz miłości. Podobać się to może w dużym stopniu dzięki prostocie, w jakiej zostało to ujęte. Być może niektóre wątki zostały nieco przedstawione na wyrost, co nadało jej niezbyt realnego wydźwięku, ale te błędy łatwo zignorować. Przy ciągłej akcji, jaką zapewnia nam główna postać, nie sposób zapomnieć o tym, że być może mężczyźni są zbyt idealni czy też bohaterka zbyt emocjonalnie podchodzi do błahostek. Łatwo przywyknąć do niektórych „udziwnień” autorki. Dlaczego? Charlotte skutecznie odwraca uwagę od niewielkich wpadek.

   To dopiero pierwsza część przygód rezolutnej trzydziestolatki, która smakiem swojej kuchni podbija serca wielu osób. Autorka obiecuje czytelnikom, iż powróci ona w kolejnych tomach, co mnie osobiście bardzo cieszy. Nie sposób nie polubić Charlotte Lavigne – zwariowanej, lekkodusznej, a jednak dobrej osóbki. Jej życie przypomina nieustanną gonitwę za szczęściem – z różnym skutkiem. Ale to nie przeszkadza jej w realizacji swych zamiarów. Jak tu nie lubić takiej postaci? „Smaczne życie Charlotte Lavigne” to powieść bardzo dobra, nie uraczymy w niej ckliwych opowiastek i pustych dialogów. To mimo wszystko bardzo bogata historia, która powinna spodobać się wielu osobom. Czy polecam? Z największą przyjemnością.
Autor: Nathalie Roy
Tytuł: Smaczne życie Charlotte Lavigne 1
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 428

6 komentarzy:

Karolina Bolimowska pisze...

A mnie bardzo podoba się hasło reklamowe Pizzy Hut: "Nie ma bardziej szczerej miłości niż miłość do jedzenia" <3
Ot, tak mi się skojarzyło.
Co nie zmienia faktu, że ta książka kompletnie nie wstrzela się w mój gust, jednakże recenzję przeczytałam z przyjemnością :)

U mnie też nowy wpis :) http://zrecenzowana.blogspot.com/2014/03/krotki-kurs-kamania.html

Upadły czy Anioł pisze...

ja niestety nie czuje, aby ta książka mnie w jakiś sposób zachwyciła :)

Alex di Laurentis pisze...

Nie przepadam za romansidłami ale to może być ciekawe :)
zapraszam do mnie, http://zaczytan-a.blogspot.com/

Jadźka G. pisze...

Ja też z początku podeszłam sceptycznie do tego tytułu, a, jak widać, wystarczyło przeczytać, aby wyzbyć się uprzedzeń;)

Dzosefinn Blake pisze...

Z chęcią się z tą pozycją zapoznam ;)

Irena Bujak pisze...

Książka (niestety)jeszcze przede mną, ale jestem coraz bardziej pewna, że mi się spodoba.
Tak w ogóle to uwielbiam tą piosenkę ;)

Prześlij komentarz

Zanim skomentujesz, przeczytaj, proszę, co chcesz skomentować.
Anonimie - pospisuj się.
Za wszystkie słowa - bardzo dziękuję:)